Polscy naukowcy niechętnie wykraczają poza swoją dziedzinę – mówi tegoroczna laureatka nagrody FNP, prof. Bożena Kamińska-Kaczmarek. Z podobnym problemem: przygotowania wąskodyscyplinarnego – zetknęła się prof. Justyna Olko, dyrektorka Centrum Zaangażowanych Badań nad ciągłością kulturową na wydziale Artes Liberales UW, podczas budowania zespołu w tej instytucji.

„Koncentracja naukowców na wąskiej specjalizacji jest poważną barierą w przypadku takiej instytucji, jaką jest Centrum Zaangażowanych Badań nad ciągłością kulturową na wydziale Artes Liberales UW” – mówi dyrektorka tej placówki, prof. Justyna Olko. Centrum zajmuje się wielodyscyplinarnymi i transdyscyplinarnymi badaniami nad językiem i kulturą, ze szczególnym uwzględnieniem paradygmatów dekolonizacyjnych i mniejszościowych grup rdzennych – ich historią, lingwistyką i antropologią.

„Dużym wyzwaniem jest budowanie zespołu, który podoła wyzwaniom, jakie sobie stawiamy. Barierą, z jaką się borykamy, jest przygotowanie wąskodyscyplinarne i niechęć do wykraczania poza te granice – i wynikające z tego trudności w komunikacji” – podsumowała prof. Justyna Olko w czasie dyskusji o barierach w tworzeniu nowych struktur w nauce – centrów doskonałości. Dyskusja ta odbyła się po uroczystości wręczenia nagród Fundacji na rzecz Nauki Polskiej czworgu naukowców: Bożenie Kamińskiej-Kaczmarek, Jackowi Jemielitemu, Grzegorzowi Pietrzyńskiemu i Cezaremu Cieślińskiemu.

Prof. Olko podczas dyskusji dodała, że udało jej się stworzyć trzon zespołu, który rozumie wizję centrum i podziela wartości stojące za instytucją, ale ciągle rekrutuje nowych członków.

„Mamy taką strategię, że nie zawsze ściągamy nowych pracowników do Warszawy, ale budujemy partnerskie formy współpracy. Dlatego nasze granty mają charakter konsorcjów i to się bardzo dobrze sprawdza” – powiedziała Olko.

Tegoroczna laureatka konkursu FNP prof. Bożena Kamińska-Kaczmarek, nagrodzona za badania nad glejakiem, potwierdziła w rozmowie z PAP, że wykraczanie poza jedną dziedzinę jest problemem w polskiej nauce. Ekspertka podzieliła się przykładem z początku swojej kariery naukowej, kiedy interesował ją tylko jeden proces: jak uśmiercić glejaka.

„Na początku lat dziewięćdziesiątych interesowało mnie tylko zjawisko śmierci glejaka. Dziesięć lat później, kiedy pojawiły się granty polsko-niemieckie w dziedzinie neurologii, pomyślałam, że warto byłoby przyjrzeć się środowisku, w którym rośnie guz. Bo on przecież nie jest oderwany od reszty organizmu. Wtedy po raz pierwszy podjęliśmy próbę określenia, w jaki sposób guz wpływa na układ odpornościowy. Okazało się, że nowotwory złośliwe wyłączają układ odpornościowy człowieka i bardzo trudno go pobudzić. Potem skupiliśmy się na tym, jak ten proces odwrócić” – opowiadała Kamińska-Kaczmarek.

Dodała, że często była krytykowana za interdyscyplinarną postawę.

„Często byłam krytykowana, że robię za dużo rzeczy naraz i niepotrzebnie się rozpraszam. Teraz uważam, że aby odpowiedzieć na naprawdę złożone pytanie, trzeba mieć wiedzę z różnych dziedzin i podchodzić do problemu z różnych stron – one się wtedy układają w logiczną całość. Krytykom takiej postawy mówię, że choć powrót do epoki renesansu nie jest możliwy, trzeba dać człowiekowi szansę, jeśli ma różne zainteresowania. Wąski element rzeczywistości, jakim jest specjalizacja, nie pozwala dostrzec większego obrazu. Dopiero jak się poskłada wiele elementów puzzli, to człowiek zaczyna dostrzegać coś na horyzoncie” – mówiła laureatka.

Takie podejście, konsekwentnie stosowane przez dłuższy czas, utwierdzało ekspertkę w przekonaniu, że bardzo dobrze rozumie przedmiot swoich badań. Kiedy temat glejaka zrobił się modny – miała przewagę nad innymi naukowcami.

„Uważam, że fakt, że zaczęliśmy wcześniej i podeszliśmy tak bardzo wielotorowo, pozwolił nam wyprzedzić innych, bo autentycznie rozumieliśmy, co się dzieje. Zjawiska nie wystarczy po prostu opisać. Trzeba je zrozumieć na głębokim poziomie” – powiedziała Kamińska-Kaczmarek.

Historia Kamińskiej-Kaczmarek potwierdza, że interdyscyplinarne podejście pomaga zwalczać wątpliwości, kiedy pojawiają się momenty kryzysowe.

„Jeszcze parę lat temu pojawiały się różne badania, które przeczyły naszej ścieżce myślenia. Trudno było zrozumieć, o co chodzi, bo tych komórek odpornościowych w guzach mózgu było dużo i były róże. Dopiero, gdy wprowadziliśmy nową metodę, która pozwalała badać pojedyncze komórki, bardzo precyzyjnie byliśmy w stanie powiedzieć, ile tych komórek jest, jakie one są, i co się w nich dzieje” – powiedziała.

Dodała, że obecnie największym wyzwaniem jest przekształcenie odkryć w terapię: „Chcemy, żeby nasza wiedza była wykorzystana do opracowania nowych leków”.

Źródło informacji: PAP MediaRoom